czwartek, 9 sierpnia 2012

Sok pomidorowy




Wczoraj postanowiłam za namową męża zrobić specjalnie dla niego sok pomidorowy. Sok pomidorowy jest bardzo prosty.

 Składniki na sok:     
  • pomidory- dowolna ilość (5l garnek pomidorów = nieco ponad 1,5 l soku)   
  • sól 
  • pieprz
  • lubczyk - liście świeże, ew. bazylia


Kroimy pomidorki na części i wrzucamy do garnka. Gotujemy, nie dodajemy wody. Przyprawiamy solą i pieprzem do smaku. Jeśli ktoś lubi  może dodać  magi (lubczyk). To samo dotyczy bazylii. Ja osobiście dodałam tylko pieprz i sól i mi smakuje.
Kolejny etap to rozdrabnianie jak pomidorki są już rozgotowane. Polecam blender. Wychodzi jednolita masa.
Ostatnim etapem jest przecieranie przez sitko z małymi oczkami.  I to naprawdę już wszystko. Sok gotowy.  Zalewać gorący do  czystych butelek. Można pasteryzować przez ok. 10 min.


Print Friendly and PDF

środa, 8 sierpnia 2012

Pomysł na ..gulasz


Ulubioną potrawą mojej córki jest mięso w różnej postaci, bardzo lubi na przykład różnego rodzaju gulasze i wobec tego często one goszczą na naszym stole. Aby nie było nudno i przewidywalnie często testuję różne dodatki do gulaszu i zmieniam składniki. Ostatnio, dodałam do niego fasolki szparagowej i selera naciowego a efekt był całkiem zadawalający. U mnie w domu smakował. J
Składniki na gulasz

-        05, kg szynki wieprzowej
-        1 cebula
-        25 dag fasolki szparagowej
-        Dwa pędy selera naciowego ( można mniej lub więcej )
-        Przecier pomidorowy
-        Natka pietruszki
-        3 ziarna ziela angielskiego
-        Papryka słodka mielona
-        Szczypta chili
-        Sól, pieprz
-        Olej



Mięso myję, kroję na kawałki, dokładnie obtaczam je w papryce, później podsmażam na oleju ( nie za długo, tak, aby mięsko nabrało koloru) W między czasie podsmażam w garnku cebulę, dodaję umytą fasolkę, i delikatnie podduszam, następnie daję podsmażone mięsko i pokrojonego w kawałki selera, przyprawy. Duszę około 40 min – 1 godziny w zależności od twardości mięsa, oczywiście podlewam wodą, na koniec dodaję przecieru pomidorowego – (około 1 łyżkę), kosztuję i ewentualnie doprawiam do smaku, jeśli sos jest zbyt rzadki, doprawiam mąką wymieszaną z niewielką ilością wody. Na koniec całość posypuję ściętą zieloną pietruszką.
Można podawać z kaszą, makaronem, jak kto lubi. U mnie dziś wersja z ziemniakami posypanymi koperkiem, do tego tradycyjna mizeria i pomidorki posypane szczypiorkiem.
Moje rady:
-        Na koniec można dodać śmietany do sosu



A jeśli ktoś nie przepada za mięsem, albo po prostu ze względu na upały zjadły coś innego, to polecam jedno z najprostszych i najtańszych dań, czyli jajko sadzone ze szczypiorkiem. Myślę, że przepis jest zbędny :), a na zdjęciu to wygląda tak: 

Smacznego 

Print Friendly and PDF

niedziela, 5 sierpnia 2012

Ogórki w curry


Sezon ogórkowy w pełni. Jeśli waszą spiżarnię zapełniają tradycyjne ogórki konserwowe, kiszone lub mizeria a wy myślicie o wprowadzeniu zmian to spróbujcie ogórków w curry.

Składniki na zalewę:                                                                  

  • 1 szklanka octu                                                                         
  • 1,5 litra wody                                                                              
  • 2 szklanki cukru                                                                          
  • 2 łyżki soli
  • 3 łyżeczki przyprawy curry

Dodatki:

  • cebula
  • koper
  • gorczyca
  • liście selera
  • i oczywiście podstawowy składnik, czyli ogórki

Wykonanie:
Ogórki obieramy i kroimy w słupki. Na dno słoików układamy plasterek cebuli, koper, gorczycę potem ogórki a na wierzch liście selera. Zalewę gotujemy w garnku. Nalewamy do słoików. Pasteryzujemy około 5 minut.


Print Friendly and PDF

sobota, 4 sierpnia 2012

Smaki i niesmaki w podróży


Smaki i niesmaki w podróży

Moje pierwsze wakacje w Bieszczadach, spędziłam z moją rodzinką i przyjaciółmi. Wcale nie zamierzałam się jakoś specjalnie tym chwalić publicznie. Natomiast do napisania takiego artykułu i pomysłu na następne skłonił mnie pobyt w jednym z okolicznych barów, a w zasadzie danie, jakie tam nam podano, gdybym wcześniej o tym wiedziała to bym na pewno tam nie weszła brrr.
No, ale może to i dobrze, bo postanowiłam, że będę pisać o miejscach w których jadałam, może zachęci to również Was do pisania podobnych recenzji, a może uchroni przed skorzystaniem z takich miejsc, lub skonfrontujemy swoje zdanie na temat lokalu, w którym również ktoś był. Im więcej opinii tym lepiej, stworzymy listę miejsc, przyjaznych dzieciom, serwujących dobre obiady, dania, desery. Przyda się to każdemu nie tylko parom z dziećmi, ale wszystkim odwiedzającym różne zakątki naszego kraju, ale nie tylko. Dlatego też łącznie z kącikiem przepisów kulinarnych, niech będzie także kącik smaków i niesmaków w podróży. (Mogą to być oczywiście miejsca, we własnym mieście).
Serdecznie zapraszam do tworzenia smaków i niesmaków
Jak już wspominałam moja rodzina to mąż, dwaj dorośli synowie 18 i 20 lat, 12 – letnia córka.
Rodzinka moich przyjaciół to rodzice, 13 – latka i Maja – 2 – latka.
 Ze względu na oszczędność pieniędzy początkowo zdecydowaliśmy się na gotowanie w wynajętym domku, jednak brak czasu i ciągłe wycieczki zmusił nas do korzystania z okolicznych barów, knajpek i pizzerii.
Naszym przystankiem docelowym był Polańczyk, tam korzystaliśmy z gościny w „Gazdówce u Janusza”. Właścicielka zaraz po przyjeździe zaproponowała nam skorzystanie z pobliskiego baru. Z tego, co kojarzę to bar nazwy jako takiej nie miał. Natomiast, jeśli się mylę to bardzo przepraszam. Głównie ze względu na małą 2 – letnią córeczkę mojej przyjaciółki musieliśmy zwracać uwagę na podawane jedzenie, postanowiłam, więc skupić się na jedzeniu i warunkach panujących w takich miejscach.
Bar typowo turystyczny, wszystkie stoły znajdowały się na zewnątrz, pod parasolami, jednak miejsca sporo, więc nie było problemu z tłokiem. Menu niewielkie, za to czytelne, ceny, jak się potem okazało typowe dla tej okolicy. Wybraliśmy pierogi ruskie, kotleta schabowego, roladę bieszczadzką, placek po bieszczadzki i kotleta de voile.
Pierogi ruskie pochwalone przez zjadających za smak i wygląd, cena 9 zł za 10 pierogów, może trochę przerażała, jednak moja córka spokojnie się nimi najadła. Kolet schabowy dość duży, wyglądał naprawdę dobrze, natomiast został skrytykowany za zbyt twardą panierkę, cena 18 zł za zestaw z surówkami ( naprawdę dobrymi – można polecić z czystym sumieniem) i ziemniakami lub frytkami do wyboru, jak już wcześniej wspomniałam to normalna cena w tym rejonie i na takie ceny trzeba się nastawić. Kotlet de voile - ja osobiście nie jadłam, wyglądał dobrze, masło po rozkrojeniu ładnie z niego wypływało – cena 18 zł w zestawie.
Nasi mężowie zdecydowali się na typowo męski posiłek, czyli roladę po bieszczadzku. Mówiąc prościej to rolada wieprzowa z mięsem mielonym– cena 19 zł w zestawie. Zjedli, pochwalili za smak, sądzę, że mogliby zjeść jeszcze więcej, jednak z uwagi na ich rosnące brzuchy, uważam, że porcja był w porządku.
Ja zdecydowałam się na placek po bieszczadzku, oczywiście tylko z nazwy, bo był to typowy placek po węgiersku, dostałam dwa naprawdę pyszne placki ziemniaczane z bardzo dobrym aromatycznym gulaszem, jak dla mnie porcja mogłaby być mniejsza, ale to raczej zaleta tej potrawy niż wadaJ - cena 19 zł.
Maja zjadła ze smakiem obiad razem z mamą a potem podjadała tacie z talerza i widać, że naprawdę jej smakowało. Ogólnie było czysto, smacznie i w miarę szybko podane, okazało się również, że codziennie z baru tego sanepid pobiera próbki jedzenia, więc na pewno jest to świeże.
Mnie osobiście raziły dwie rzeczy:
-        brak wyznaczonych miejsc, w których można palić lub nie można palić – to ze względu na małe dzieci
-        płatna toaleta – uważam, że w takim barze, płacenie za korzystanie z toalety ( 1 zł), jest troszkę nie na miejscu.
Jeśli znacie to miejsce, jedliście tam, dodajcie swoją opinię.
Ogólnie: Polecam

Kolejnego dnia nasz gospodarz namówił nas na skosztowanie tradycyjnego pstrąga z grilla według jego przepisu i tu mamy dwa odmienne zdania.
Pstrągi oczywiście były na pewno świeże, grillowane na naszych oczach w chatce grillowej. Cena to 14 – 16 zł w zależności od jego wielkości. Pstrągi faszerowane były nadzieniem z dużą ilością kopru, cytryny i pewnie innych tajemniczych przypraw, których nam nie zdradzono. Mi, jako, że nie jestem ani specjalnie smakoszem ryb ani tym bardziej ich koneserem, ryba wyjątkowo smakowała, nie była sucha, nie śmierdziała mułem, co razi mnie w większości ryb, była fajnie podana na drewnianych tackach, dlatego ja byłam pozytywnie zaskoczona jej smakiem.
Wada:
-        Dla 2 – latki odpada, ilość ości była niesamowita
-        Patrzące oczy – wiem, że tak podaje się rybę, ja jednak bym wolała, żeby na mnie nie patrzyła J
Ogólnie: Polecam

To moja opinia na temat pstrąga z grilla w „Gazdówce u Janusza”, natomiast moja koleżanka nie bardzo podziela moje zdanie. Czekamy również na Wasze.
Dzień trzeci naszej podróży to wycieczka na ulicę Zdrojową w Polańczyku. Do zjedzenia tam posiłku zachęciła nas cały ciąg mniejszych lub większych barów. Polecono nam bar Zakapior, jednak my skorzystaliśmy z położonego obok baru „Pod batem”. Bar urządzony był w stylu country, muzyka płynąca z głośników również, z wiszących na ścianie fotek dopatrzyć się można, że gościem baru był między innymi Mateusz Kuśnierewicz. Całkiem miło i przyjemnie pod warunkiem, że ktoś lubi takie klimaty.
Menu nie zaskoczyło specjalnie, znaczy to samo, co wszędzie placek po bieszczadzku (węgiersku), pierogi, schabowe itd. Nie jadłam nic, bo mąż mnie zdenerwował, jednak z opinii mojej rodzinki i znajomych, wynikało, że jest dobre. Mimo to jednak bardziej chwalili poprzedni bar. Wszystko ładnie podane, ceny jak wszędzie: placek -  18 zł, schabowy 18 zł, syn skusił się tym razem na żurek, cena – 9 zł, bardzo mu smakował, jednak ilość była tak mizerna, że nawet nasza 2 – latka raczej by się tym nie najadła.
Minusy:
-        Tak jak w poprzednim barze wszystkie dania podane były w mniej więcej jednym czasie, tak tu, jedni już kończyli, a innym dopiero przynoszono.
-        Wystrój nie dla 2 - latki, bardziej wrażliwa mogłaby się wystraszyć

Ogólnie: Może być

Kolejny dzień wakacji w Bieszczadach to deszczowy dzień, dlatego zdecydowaliśmy się na wycieczkę do Ustrzyk Dolnych, sugerowane propozycje to:
-        Pizzeria „Orlik”
-        Muzeum Przyrodnicze Bieszczadzkiego Parku Narodowego
-        Muzeum Młynarstwa i wsi
-        Basen
Skorzystaliśmy z powyższych trzech. Jako, że tu skupiamy się na kuchni i gotowaniu zatrzymam się na pizzerii, dodam tylko, że odwiedziny w powyższych muzeach dla 2 – latki sensu nie mają, a i dla starszych dzieci wcale nie były żadną atrakcją. Basen na pewno świetny i żałuję, że nie poszliśmy, ale może jeszcze kiedyś…
Natomiast wizyta w pizzerii to naprawdę miłe zaskoczenie. Miejsca naprawdę bardzo dużo, miło urządzony lokal, szkoda tylko, że padało, bo można by spokojnie posiedzieć na zewnątrz. Zauważyłam przygotowane krzesełka dla maluchów, które w razie konieczności można dostawić do stołu, co zdecydowanie jest dużym plusem dla lokalu. Wybór pizz naprawdę duży, ceny przystępne, w zależności od rodzaju i dodatków ceny wahają się od 14 – 18 zł. Wielkość moim zdaniem w sam raz dla dwóch – trzech osób (no chyba, że ktoś bardzo jest głodny). No i smak! Godny polecenia. Wiadomo, ze smak pizzy zależy głownie od ciasta i w tym przypadku ciasto zaskoczyło mnie na duży plus. Jak kiedyś mogłam powiedzieć, że tylko pizza w „Tertio”[1], tak z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że ta jest równie dobra.
Poza pizzą serwują tam obiady, desery i bardzo dobre lody włoskie i gałkowe. Cena lodów gałkowych trochę mnie zaskoczyła, bo jednak 2,5 zł. za gałkę to cena dość wygórowana, ale smak i mina dzieci po zjedzeniu lodów rekompensuje cenę. J
Minusy:
-        Za każdy sos do pizzy płaci się 1,5 zł
-        Nie ma wyboru wielkości ciasta – jeden standardowy

Ogólnie: Polecam

Wracając z Ustrzyk Dolnych pojechaliśmy na Zaporę Solińską. Trochę zakupów, lody, trochę czasu spędzonego w salonach gier i dość późna pora spowodowała, że poczuliśmy się głodni. Na deptaku oczywiście kilka barów jest, ale czego nie robi dobra reklama. Duży napis nad drzwiami jednego z nich głosił:
Zestawy obiadowe od 9 zł
Bar pod nazwą: „Bar na tarasie” urzekał przestrzenią, poza tym stoliki na otwartych tarasach – pomysł pierwsza klasa. Widoki można podziwiać jedząc obiad, zwłaszcza, gdy pogoda dopisuje. Czysto i schludnie, zachęceni reklamą nad wejściem i wyglądem lokalu zdecydowaliśmy się na pozostanie w nim. Oczywiście zestaw obiadowy za 9 zł to tylko jedna propozycja i była nim kaszanka z ziemniakami i surówką. Pozostałe dania ceny standardowe.
Zdecydowaliśmy się na kotlety mielone, żurek, pierogi, rybę i mój ulubiony placek po węgiersku. Na pierwszy rzut był żurek, zamówił go mój syn. Cena 10 zł za 500 ml, żurek pięknie podany, ładnie pachniał, więc nie mogłam się oprzeć, żeby go nie spróbować. Smakował świetnie – szczerze, naprawdę był bardzo smaczny, było go dużo, dlatego moim zdaniem cena w tym przypadku adekwatna do towaru J.
I tu się kończą pochwały dla lokalu i podawanych w nim dań. Znowu dania donoszone w dość dużych odstępach czasu, w końcu doczekaliśmy się na kotlety mielone, wyglądały dość dobrze, ale już sam zapach odrzucał, odrobinę powątpiewam w ich świeżość, bo smak również pozostawiał wiele do życzenia, ziemniaki podgrzewane już kilka razy w mikrofali, co również dało się bez problemu wyczuć, frytki, które podane były do ryby, były po prostu wstrętne, smażone na przypalonym oleju, jak dla mnie surowe środku, na wierzchu wręcz spalone, surówki podane do obiadu kwaśne, nie dało się ich zjeść, wszystkie zostały na talerzu. No, ale to jeszcze nic w porównaniu z plackami po węgiersku, które zamówił mój mąż i ja. Już pierwszy rzut na podane danie i wiedziałam, że w niczym nie przypomina to placka po węgiersku. Dwa przypalone prawie czarne placki ziemniaczane, i do tego 4 kawałki mięsa, zalane jakąś pomidorową breją w niczym nieprzypominającą sosu. Byłam głodna i spróbowałam, placki zwęglone a nie – usmażone, nawet nie wiem, jakiego rodzaju było mięso, bo było bez smaku. Już jak pomyślę o tym placku to mnie odrzuca – coś strasznego. Jednym słowem dania okropne (oprócz żurku), to, co miało być plackiem po węgiersku było… sama nie wiem, czym, straszne okropne i nienadające się do jedzenia. Ogólnie szkoda wydanych pieniędzy, mała Maja nie dostała nic z podanych dań, ponieważ trochę obawialiśmy się o stan jej żołądka. Do całej tej negatywnej opinii dorzucić mogę jeszcze ceną piwa – 8 zł za każdą butelkę to również lekka przesada, a stan WC pozostawiał wiele do życzenia, zwłaszcza męski, w którym nie było nawet drzwi wejściowych. Jednym słowem lokal porażka. Jak dla mnie same minusy.
Plusy:
-        Ładne wnętrze lokalu
-        Dobry żurek

                                                                                   Ogólnie: Zdecydowanie nie polecam

Jednak może Wy byliście w tym miejscu i udało się Wam tam dobrze zjeść szybko napiszcie, a może jednak podzielacie moje zdanie. Czekam na opinie.
Ostatni dzień naszego pobytu na wakacjach to chęć zdobycia pierwszego tysiącznika w życiu i nasza wędrówka po Połoninie Wetlińskiej. Postanowiliśmy wybrać się do znanego schroniska Chatka Puchatka. Poszliśmy tylko my, gdyż druga połowa wraz z małą Mają zdecydowała się zostać. Ciężko było (szczególnie mi) wejść na górę (oj bardzo ciężko – pewnie przez papierosy), ale jakoś doszłam, szczyt zdobyty!
 Schodzić było dużo łatwiej i szybciej, ale wycieczka wzmaga głód. Na dole mały bar, dania podawane z budki kempingowej, ale w brzuchu burczało, więc zdecydowaliśmy się na szybki żurek. Cena 9 zł. Wszyscy wzięliśmy to samo, trochę się obawiałam, że w takim miejscu będzie to jakiś żurek z torebki, No, ale byłam głodna i nawet taki bym wtedy zjadła. Co prawda podany w plastikowych miseczkach, ale wyglądał ładnie, równie ładnie pachniał, a pierwszy łyk zupy normalnie mnie zadziwił, chyba każdego, bo można to było wyczytać w oczach. Nasze podniebienia były usatysfakcjonowane - delikatnie mówiąc, był nieziemski, nie jadłam nigdy takiego (być może mało różnych rzeczy w życiu jadłam, dlatego postaram się to nadrobić). Nie omieszkałam, więc powiedzieć pani, ze żurek pierwsza klasa. Zapytałam o jego tajemnicę, niestety nie dostałam jakiejś wyczerpującej odpowiedzi, jedyne, co się dowiedziałam, to, to, że żurek należy gotować na maślance i zakwasie z ogórków i czosnku.
Po powrocie do domu od razu spróbowałam ugotować taki sam, niestety, mimo, że zły nie był, daleko mu było do tego smaku, jaki zapamiętałam. Tak czy inaczej nie zrażam się, będę próbować dalej, a następną próbę opiszę już na pełzakowym blogu.
To tyle naszych doświadczeń kulinarnych w Bieszczadach, gdybym wiedziała, że to wszystko opiszę zrobiłabym zdjęcia dań i lokali i chętnie wstawiła, ale następnym razem już zrobię to na pewno.
Nie - smak dań zdecydowanie rekompensowały piękne widoki.

Na zakończenie chcę napisać, że jest to subiektywna opinia moja i mojej rodziny.

środa, 1 sierpnia 2012

Ogórki kiszone

     Dostałam wczoraj od bratowej cały koszyk ogórków – pięknych, zielonych i cudownie smacznych. Szczerze to nie zamierzałam nic robić w ciągu tych dwóch tygodni, bo w planach miałam spędzić je przed telewizorem, podziwiając występy naszych rodaków na olimpiadzie w Londynie, jednak każda kolejna ich porażka ciągnęła mnie zdecydowanie w stronę kuchni.
    No i dziś dzięki tym ogórkom, zamierzam zamienić telewizję na pyszne ogórki kiszone. Zwerbowałam przy okazji do pracy mojego syna, żeby mi pomógł.
    Oczywiście najpierw słoiki – moja mama ogórki kiszone robiła zazwyczaj w słoikach – wekach - takich z gumką:

    Ja jednak od dłuższego czasu robię je w normalnych litrowych zakręcanych słoikach i nie widzę, żadnej znaczącej różnicy w ich smaku. Słoiki i nakrętki oczywiście myjemy, i dokładnie suszymy. Później dokładnie myję ogórki (najlepiej nieduże i twarde) i przygotowuję potrzebne kolejne składniki:

Składniki:

  • Czosnek
  • Koper (suche gałązki z nasionami)
  • Liść winogrona (mogą być liście dębu, porzeczki)
  • Korzeń chrzanu

W każdym słoiku na dnie układam liść winogrona, później kolejno układam pionowo w słoikach dość ciasno ogórki, pomiędzy nie wkładam obrane ząbki czosnku (w zależności od ich wielkości 3 – 4 na słoik), oraz kawałek obranego korzenia chrzanu, na wierzch układam natomiast koper ( 2 – 3 gałązki).
W międzyczasie namówiłam syna, aby zrobił zalewę do ogórków.

Składniki na zalewę:

  • Woda
  • Sól kamienna spożywcza
  •   Cukier (niekoniecznie)

Ilość składników na zalewę zależy oczywiście od ilości ogórków, które należy nią zalać.
Do każdego litra wody daję stołową łyżkę soli i dosłownie pół łyżeczki cukru (cukier je troszkę utwardzi). Zalewę należy zagotować i gorącą zalać ogórki. Słoiki z ogórkami zakręcić i odwrócić do góry nogami (do tego też zatrudniam syna lub męża). Odstawić do ukiszenia. Po około 5 – 6 dniach, można spokojnie znieść je do piwnicy lub odstawić w inne chłodne miejsce.
Do jedzenia przez cały kolejny rok.
                                                                                    Smacznego

Moje propozycje:
  1. W tym roku po raz pierwszy próbuje robić zalewę do ogórków na wodzie mineralnej gazowanej
  2. Nakrętki przed zakręceniem zawsze wycieram czystym spirytusem – zapobiega dostaniu się bakterii, a tym samym zepsuciu się przetworów.

Do pomocy przy robieniu przetworów można również zachęcić młodsze dzieci, ale gdyby bardzo nudziły się w kuchni, można poprosić je, aby zrobiły etykietki na słoiki. Kartka, kredki lub farby lub inny własny pomysł, będą piękną ozdobą naszego słoika z ogórkami.
Napiszcie jak Wy robicie ogórki kiszone, może jakieś inne propozycje, sugestie?? Zapraszam również do dodawania swoich przepisów, nie tylko na przetwory.




Print Friendly and PDF

Pomidorowa na kościach




Przy okazji ogórków wzięłam się za obiad. Z racji, że gorąco i nie chce mi się za długo stać w kuchni dziś klasyczna pomidorówka. Klasyczna pomidorówka to pojęcie względne, gdyż tylu ilu ludzi ją gotuje tyle jest pomysłów na nią. Na pewno, każdy ją lubi a dzieci w szczególności.
Zupę pomidorową gotuję zazwyczaj na dwa sposoby, albo na niedzielnym rosole, albo tak jak najbardziej lubię na kościach schabowych. Podaję przepis na tę drugą i czekam oczywiście na inne propozycje jej podania, na pewno skorzystam i wypróbuję.
Moja rodzina składa się z męża, moich dwóch dorosłych synów i 12 – letniej córki, więc garnek do gotowania zupy ma około 4 litrów.

Składniki:

  • Ok. 0, 5 kg kości schabowych
  • 2 – 3 marchewki
  • 1 pietruszka
  • Kawałek selera
  • Por
  • 2 – 3 gałązki lubczyku
  • Słoiczek przecieru pomidorowego (na taką ilość zupy jak ja gotuję daję słoiczek 200 g)
  • Łyżka masła
  • Sól, pieprz, ewentualnie vegeta
  • Mąka
  • Śmietana
  • Bazylia do dekoracji, zielona pietruszka do dekoracji

Najpierw zagotowuję wodę z kością i wybieram tzw. szumowiny, potem dodaję kolejno warzywa i gotuję około 30 minut, aż warzywa będę miękkie, następnie dodaję przecier pomidorowy i łyżkę masła, dodaję przyprawy, po około 10 – 15 minutach gotowania zagęszczam zupę mąką, gotuję kolejne 10 minut i doprawiam śmietaną, zupa w zasadzie gotowa. W międzyczasie gotuję makaron, oczywiście - jaki kto lubi, ja i moja rodzinka preferujemy nitki. Na miski nakładam makaron, nalewam gorącą zupę i dekoruję drobno pociętą zieloną pietruszką i listkiem bazylii.

           Smacznego, Magda


Moje propozycje:
-        Przecier pomidorowy można podsmażyć ma maśle, wtedy zupa jest jeszcze bardziej esencjonalna.
-        Aby mąka się nie zwarzyła, mieszam ją dokładnie w niewielkiej ilości ziemnej wody, i dodaję trochę gotującej się zupy, po wymieszaniu całość wlewam do garnka z zupą, tak samo postępuję potem ze śmietaną – wtedy nigdy mi się nie zwarzy.
Zupa pomidorowa 

Na zdjęciu wyszła dość blado, ale to już wina aparatu, czas na nowy J
Komentujcie, krytykujcie, podajcie własne przepisy

Print Friendly and PDF

wtorek, 31 lipca 2012

Było kilka odpowiedzi pisemnych, ale nam chodziło o nagranie dziecka jak wymawia. Dlatego tylko mama25 otrzymuje 50EP i bilet. Następna zabawa na waszą wyraźną prośbę:) w komentarzach..

Przyciski Listonic

Social Networks

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...